Pracownia Ellart. Elżbieta Szczęśniak – rękodzieło okolicznościowe.

Ellart Elżbieta Szczęśniak

Ela to artystyczna dusza. Wykonuje m.in.: kartki okolicznościowe, zaproszenia oraz pudełka. Jej prace są wyjątkowe i przyciągają uwagę, zajrzyjcie koniecznie na jej Facebooka. Elę poznałam na początku powstania mojej strony, kiedy to jeszcze zastanawiała się nad wystartowaniem z własnym biznesem.

Olga: Cześć. Na początek powiedź coś o sobie. Czym się zajmujesz?

Ela: Cześć. Obecnie najwięcej czasu zajmują mi dzieci. Dzięki nim miałam przerwy w tworzeniu. Choć zawsze mówiłam, że przerwa potrwa z pół roku od narodzin każdego dziecka, to kończyła się ona po miesiącu, a nawet szybciej. Z wykształcenia jestem plastykiem w specjalności reklama wizualna. Na samym początku swojej kariery zawodowej zajmowałam się rysowaniem portretów. Później miałam długą przerwę od kredek i papieru i już do tego nie wróciłam. Długo szukałam innego rozwiązania – co dalej ze sobą zrobić. Jednocześnie zawsze chciałam mieć swój kąt do tworzenia. Moja historia zaczęła się od jednego pudełka z kartkami i małym biurkiem. Później podjęłam także pracę jako grafik, gdzie pracuję do dziś.

Olga: W jakiej formie prowadzisz swój biznes? I jak długo?

Ela: Obecnie swoją markę ( nie wiem, czy można nazwać to biznesem) prowadzę w większości w formie działalności nierejestrowanej. Jeśli mam czas (kiedy dzieci śpią, a ja mam jeszcze siły), to coś tworzę. Samą przygodę z tworzeniem Cardmakingu (tworzeniem kartek) zaczęłam niespełna 7 lat temu za sprawą mojej siostry, która poprosiła mnie o  zaproszenia na ślub. I wtedy pierwszy raz zapaliła mi się lampka, że może to kierunek, w który powinna pójść. Później pojawiły się pytania od znajomych czy też bym im coś zrobiła i tak się zaczęło. Z czasem doszedł też Scrapbooking (ozdabianie albumów). Teraz ta dziedzina jest bardzo rozwinięta i ma nieograniczone możliwości, bo to nie tylko typowo albumy.

Olga: Skąd w ogóle pomysł na własną działalność? Co Cię skłoniło do podjęcia tej decyzji?

Ela: Myślę, że to już bardzo długo we mnie tkwi. Pragnienie usamodzielnienia się i stanięcia na własnych nogach cały czas we mnie rośnie. Najbardziej skłania mnie do tej decyzji możliwość pracy zdalnej, dzięki której będę mogła sama określić, ile czasu dziennie mogę poświęcić, aby nie kolidowało to z czasem dla rodziny. Plusem jest także niewysyłanie dzieci do żłobka, bo czas wracać do pracy.
Z samego rękodzieła ciężko będzie w niedalekiej przyszłości utrzymać prawdziwą firmę (działalność gospodarczą), dlatego swoje usługi poszerzyłam o usługi graficzne. Moją pierwszą klientką była koleżanka, która otwierała swoją działalność. Potrzebowała loga i innych dodatków na start, jak ulotki, wizytówki, plakaty, a także vouchery. Ciągle z nią współpracuję. Z czasem powstała kolejna nowa firma – firma mojego męża – tam także potrzebne były projekty. Zgłaszają się też kolejni znajomi, którzy proszą o projekt, więc tak to powoli idzie do przodu – choć nie tyle zarobkowo, ile za czekoladę w celach stworzenia niebawem portfolio.

Olga: Czy rozpoczęcie działalności nierejestrowanej było dla Ciebie trudne? Jakie były Twoje początki?

Ela: Rozpoczęcie działalności nierejestrowanej było dla mnie bardzo trudne. Kiedy się dowiedziałam, że tak można pracować, było wiele niewiadomych, a też nie było osób, które były w stanie dokładnie powiedzieć jak to zrobić dobrze. Moja pierwsza próba działania na zasadach działalności nierejestrowanej szybko się skończyła, bo nie było zbyt wiele zamówień. Później pojawiła się córka i wszystko stanęło. I w sumie tak jest już od 4 lat, co mam plan to pojawia się przeszkoda. Następuje zmiana planów i priorytetów.
Samo rękodzieło jest trudnym tematem. Jest to branża, która bardzo szybko się rozwija, ale jest jednocześnie coraz więcej osób, które zaczynają tworzyć. Na rynku jest coraz więcej rozwiązań, dodatków. Koszty są ogromne, a potencjalnym klientom ciężko jest dogodzić.

Olga: Co sprawia Ci trudność w prowadzeniu działalności nierejestrowanej?

Ela: Może nie trudność ogólnie w prowadzeniu działalności nierejestrowanej, a w samym prowadzeniu działalności związanej z rękodziełem, jest to, że nie każdy ceni takie produkty. Niestety praca nad kartką zajmuje dużo czasu. A jak czas to i pieniądz. Dużo osób pisze, targuje się, a potem nie składa zamówienia. Nikt nie chce dokładać do interesu, lub robić za darmo. Miałam momenty, gdy mówiłam koniec. Sprzedaję co mam i kończę z tym. Chowałam pracownię w kartony, robiłam miesiąc przerwy i na nowo zaczynałam, bo czegoś jednak mi brakowało. Teraz już się tak tym nie przejmuję, że ludzie rezygnują bo cena, bo w Internecie jest taniej. Rękodzieło to pasja, nie każdy musi je lubić i doceniać i to jest ok. Ale ostatni czas pokazał, że są osoby, które coraz bardziej doceniają produkty robione ręcznie.  Widzą wyjątkowość takich rzeczy.
Trudno jest wyceniać. Jedni zaakceptują cenę, inni nie. Jakby nie patrząc to też drogie hobby. Klient widzi gotowy produkt, nie widzi ile czasu zajmuje wycięcie ozdób. Jakie są ceny dodatków, papieru i urządzeń do nich.

Ellart Elżbieta Szczęśniak

Olga: Jesteś mamą. Mamą trójki maluchów. Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z własnym biznesem, na jakim etapie macierzyństwa? Czy dzieci były dla Ciebie przeszkodą, czy wręcz przeciwnie motywacją? Sama jestem mamą dwóch chłopców i podziwiam mamy, które mają więcej dzieci ode mnie, bo czasem ciężko jest mi wygospodarować chwilę na pracę, nie wspominając o chwili dla siebie 😊

Ela: Pomysł i pierwszy start rozpoczął się jeszcze długo przed dziećmi. Kiedy pojawiła się pierwsza córka, działałam z nią chyba ze względu zagospodarowanie jakoś czasu. Ona, że tak powiem rosła w pracowni. Ja robiłam, ona zaczynała wstawać na nogi i bawić się maszynkami, dziurkaczami. W sumie zostało jej to do dziś. Kiedy znajdzie jakieś ozdoby, są one wszędzie, od podłogi po odbite ręce z farb na ścianach. Później był syn, spał w wózku, a ja działałam – oczywiście starsza obok.
Wtedy postawiłam sobie kolejny cel. Złożę wniosek o dofinansowanie, żeby to rozwinąć. Zrezygnowałam, bo w drodze była kolejna córka. Wtedy zdałam sobie sprawę, że tego nie pociągnę z trójką tak małych dzieci (najstarsza ma niespełna 4 lata, więc różnica wieku jest bardzo mała, oni są wszystkiego ciekawi). W tym roku znowu postanowiłam zawalczyć o dotację od nowa. Wiem, że długo się na nią czeka, więc do tego czasu dwójka już będzie w przedszkolu. Dużo osób dziwiło się, że podejmuję działania mając w domu dzieci. Ale widzę po sobie, że chyba jestem bardziej zorganizowana z nimi, niż jak ich nie było. A chwila dla siebie, to ta chwila tworzenia. Nawet będąc w szpitalu miałam ze sobą nożyczki i wycinanki 😊.

Olga: Ostatnio, w dzień kobiet wrzucałam post, w którym zwracałam właśnie uwagę na to, że kobiety są w stanie ogarniać wiele rzeczy naraz. Uważam, że powinniśmy tę cechę wykorzystywać w naszych biznesach. Świetnie, że robisz kolejny krok, będę trzymać kciuki za dotację. Jak Ci się uda to liczę na kolejną rozmowę na ten temat.
Jakie masz rady dla osób chcących wystartować ze swoim pomysłem?


Ela: Przede wszystkim nie bać się! Jak się nie spróbuje, to się nie dowiesz czy to był słuszny krok, czy nie.

Szukasz nietuzinkowych zaproszeń na ślub, życzeń lub innych okolicznościowych upominków. Pisz do mojej rozmówczyni. Otrzymasz produkt wykonany z pasją i zaangażowaniem.
Elżbietę i jej działalność znajdziesz na Facebook’u i Instagramie.

Dodaj komentarz